Steve Pavlina po Polsku

RSS
Dec 1

Mózgi, mózgi, mózgi

Wczoraj naprawdę podobało mi się na spotkaniu klubu Jackpot Speakers. Ten klub Toastmasters działa dużo inaczej niż mój, skupiając się głównie na krytyce i dyskusji a mniej na przestrzeganiu formalnej struktury typowego spotkania Toastmasters. Linda Bowns oraz Jeff Lowe, odpowiednio pierwsze i trzecie miejsce w konkursie o jakim wspominałem w poprzednim wpisie [przyp. tłum: Ten wpis nie został przetłumaczony] takż wzięli w nim udział, zatem cała nasza trójka zwyciężców była tam razem. Spędziliśmy około godziny rozbierając na części przemówienie Lindy, by pomóc udoskonalić je jeszcze bardziej zważywszy na fakt, że będzie ona reprezentować naszą całą dywizję (25 klubów w sumie) w konkursie całego dystryktu. Jej mowa była niesamowicie dobra, ale każdy z nas dostarczył wiele pomysłów, by mogła uczynić ją jeszcze lepszą. Zostałem nawet na dodatkowe pół godziny po dwugodzinnym spotkaniu i sam też dostałem mnóstwo niesamowitych porad i pomysłów. Wspaniale jest trzymać się z ludźmi, którzy mają ponad 10 razy więcej doświadczenia niż ja w tym zakresie. Uczenie się od takich osób to ogromny skrót do sukcesu w jakimkolwiek przedsięwzięciu.

Użyłem tego samego podejścia kiedy starałem się zarobić na życie tylko z sprzedawnia oprogramowania shareware w roku 1999. W tym czasie zarabiałem tylko 300$ miesięcznie na sprzedaży oprogramowania, a chciałem by było to przynajmniej 10x więcej, tak bym przynajmniej mógł się z tego utrzymać. Wstąpiłem więc do stowarzyszenia Association of Shareware Professionals (tak naprawdę członkiem byłem od 1996 ale nigdy nie korzystałem z tego) i wyszukałem osoby, które wydawały się zarabiać 50-100K $ na rok ze sprzedaży oprogramowania. Zacząłem wyciągać od nich jak najwięcej porad i informacji, głównie poprzez konwersacje przez email. Tyle tylko, że jeśli nikt Cię nie zna, to nie dostaniesz zbyt wiele dobrych porad od ludzi sukcesu. Dlatego też starałem się dostać do rady stowarzyszenia i pomimo, że przegrałem tylko czterema głosami to odniosłem sukces, gdyż z samego faktu, że kandydowałem inne osoby miały szanse mnie poznać. Miesiąc później i tak zostałem vice prezydentem co pozwoliło mi uzyskać więcej wpływów. Dodatkowo zacząłem pisać także dużo darmowych artykułów do newslettera, że udało mi się zdobyć reputację współpracownika, który daje coś od siebie a nie tylko pijawki. Nie możesz tylko wyciągać wiedzy z ludzi, jeśli sam nie dajesz nic w zamian. Efekt tego był taki, że mogłem prosto zabiegać o poradę od osób, których wyniki sprzedażowe były 10x lepsze niż moje.

To podejście sprawdziło się bardzo dobrze - zajeło mi tylko 6 miesięcy i jeden produkt by zwiększyć moje przychody z shareware’u dziesięciokrotnie. Dalej wystarczyło już działać podobnie, wkrótce osiągając 6 cyfr w ciągu roku, zawsze rozpoznając ludzi, którzy już byli na poziomie, który zamierzałem osiągnać.

Duży błędem popełniamym przez osoby, które próbują osiągnąć sukcesy w jakiejś dziedzinie jest proszenie o radę osób, które nie osiągają jeszcze odpowiednich wyników. Przykładowo, załóżmy, że zarabiasz teraz $60 tysięcy na rok i chcesz zarabiać dwa razy więcej. Większość osób szuka porady u swoich przyjaciół, którzy zarabiają 50 - 90 tysięcy rocznie i dostaną mnóstwo odpowiedzi. Ale niestety będą one w większości bezużyteczne. Dużo lepiej jest porozmawiać przez 15 minut z osobą, która zarabia 150 tysięcy niż spędzić cały dzień dyskutując z kimś, kto nie jest jeszcze na odpowiednim poziomie. Może to brzmieć jak przesada, ale mnie się nią nie wydaje. Raczej bym wolał dostać odpowiedź na pytanie lub dwa od osoby, która osiągneła dużo więcej sukcesów ode mnie, niż rozmawiać cały dzień z kimś, kto jest w przybliżeniu na tym samym poziomie co ja.

Paradoksalnie porady jakie uzyskasz od osób na twoim poziomie będą często brzmiały dobrze i sensownie. Jednak często jest to zła porada w takim sensie, że może wskazać dużo trudniejszą ścieżkę do osiągnięcia sukcesu, a zwykle wcale nie zadziała. Z drugiej strony, porada od osoby, która jest daleko przed tobą może początkowo brzmi źle albo wręcz lekkomyślnie, lecz jeśli faktycznie posłuchasz się z odrobiną wiary, to często zadziała wspaniale.

Prosty przykład. Kiedy wydałem Dweep w środku 1999 chciałem szybko zbudować sprzedaż. Spytałem się kilkoro ludzi, jak to osiągnać. Osoby, które zarabiały 1000 $ albo mniej miesięcznie ze sprzedaży shareware’u (tak jak ja) niezmiennie miały pomysły, jak mógłbym ulepszy samą grę. Skupiały się one na produkcie oraz na wykonaniu jeszcze większej ilości pracy programistycznej. Ale jedna osoba, którą spytałem (zarabiająca około 10 000) powiedziała mi bym przestał programować i spędził 80% mojego czasu na marketingu produktu przez następne kilka miesięcy. Powiedział by sprzedawać każdego dnia - sprawić by inne strony linkowały do mnie, spróbować wskoczyć wyżej w wynikach wyszukiwarek, wysyłać dużo kopii recenzji itp. Przyjąłem jego radę, gdyż już osiągał wyniki, które ja chciałem mieć i wiedziałem, że jest szczery. Tak więc przez następne kilka miesięcy nie robiłem prawie nic poza nauką marketingu i marketingiem gry. I zadziałało. Z początku nie czułem się dobrze poświęcając tak mało czasu na programowanie, ale nie mogłem narzekać na comiesięczne wzrosty w gotówce i liczbie klientów. Teraz rozumiem, że gdybym poszedł za radą moich rówieśników osiągnałbym jedynie minimalne efekty pomimo, że w tamtym czasie ich porady brzmiały dla mnie dobrze. Skupienie się na produkcie to byłaby zła strategia - zainwestowałbym mnóstwo czasu i energii a uzyskał bardzo mało z tego tytułu. Skupienie się na marketingu było trudniejsze i początkowo nie była to odpowiedźm jaką chciałem usłyszeć, gdyż nie miałem jeszcze zbyt wielu umiejętności w tym zakresie. Jednak to właśnie była ta rzecz, na której musiałem się skupić, by osiągnać poziom sprzedaży jaki chciałem.

Wiele osób kiedy zakłada nowy biznes może nie zwrócić uwagii na istotność marketingu. Wcale nie jest oczywistym jak ważny on jest, szczególnie jeśli miłujesz się w rozwijaniu nowych produktów i usług. Produkt oczywiście jest istotny ale bez odpowiednio dużej ilości czasu i energii poświęconego na marketing, prawie nikt nie będzie o nim wiedział. Jay Abraham powiedział, że marketing jest największym, pojedyńczym czynnikiem, jaki może mieć wpływ, kiedy chcesz zwiększyć sprzedaż i myślę, że ma rację. O ile twój produkt albo usługa nie ma żadnych poważnych braków, często możesz użyskać większy wpływ poprzez poświęcenie dnia, tygodnia albo miesiąca na marketing, niż na ulepszanie i poprawianie samego produktu bądź usługi. Nieintuicyjność tego faktu może tłumaczyć, dlaczego tak wiele nowych biznesów upada albo popada w stagnacje.

Idąc jednak dalej, myślę, że są jeszcze inne powody, dla których ludzie nie próbują szukać porady u tych, który radzą sobię dużo lepiej w pewnej dziedzinie. Na pewno znaczenia może tutaj mieć pewien poziom onieśmielenia. Jedyna rzecz jaką mogę zasugerować to pójść do przodu, poczuć się śmiało i zapytać mimo wszystko. Głębszym problemem to, że ludzie nie chcą słyszeć rad, które sprawią, że będą musielie skonfrontować się z własnymi słabościami. Przykładowo, jeśli nie jesteś dobry z marketingu albo go nie lubisz, to słuchanie kogoś mówiącego, że jest to klucz do wielkiego sukcesu, może nie być tym co właśnie chcesz usłyszeć. Łatwiej jest słuchać ludzi, którzy powiedzą Ci by poprawić produkt, szczególnie jeśli jesteś już w tym dobry. Jeśli jednak podążysz tą łatwiejszą ścieżką, to na zawsze odmówisz sobie uzyskania lepszych wyników. Po kilku takich latach będziesz się czuł jakbyś utknął w miejscu, wykonując całą tą pracę, która prowadzi Cię do nikąd. Wiele zrobisz, ale to nie dostarczy zbyt szczególnych rezultatów. Powodem dla którego tak się dzieje, jest to, że często nieświadomie naśladujemy osoby, które także utknęły na swojej drodze.

Szukanie i podążanie za radę tych, którzy już osiągają rezultaty, na jakich Ci zależy brzmi jak zdrowy rozsądek. O wykonywaniu tych czynności konsekwentnie można jednak powiedzieć wszystko, ale nie to, że zdarza się to często. Nie krępuj się więc jednak w tym wypadku zachowywać niezwyczajnie.

Oryginalny artykuł: Brains Brains Brains, Tłumaczenie na podstawie licencji: Public Domain.

Oct 9

Myślenie optymalne

“Optymalne myślenie” (Optimal Thinking) napisane przez Rosalene Glickman to książka, którą przeczytałem około rok temu. Nie polecam jej nikomu tutaj by ją przeczytał gdyż jest to jedna z tych książek, które się czyta jak artykuł powiększony do rozmiaru książki. Musisz tylko przeczytać pierwszy rozdział by uzyskać 80% wartości książki. Ale nawet tego nie musisz robić, gdyż dam Ci te 80% w tej chwili.

Oto ten koncept w skrócie: Nieoptymalne myślenie ma miejsce kiedy zadaje pytanie w stylu “Jaki jest dobry/świetny sposób na zrobienie X?” albo “Jak mogę rozwiązać Y?”. Optymalne myślenie występuje kiedy pytasz: “Jaki jest najlepszy sposób zrobienia X” albo “Jak mogę rozwiązać Y w najlepszy możliwy sposób?”. Może się wydawać, że różnica jest subtelna i mało znacząca ale kiedy zaczniesz stosować się do tej reguły w życiu, myślę, że zauważysz interesujące rezultaty, tak jak ja.

Przykładowo, podczas planowania następnego dnia, możesz się zapytać siebie (zapewne podświadomie i niewerbalnie) “jaki jest dobry sposób na zaplanowanie mojego czasu jutro?” i odpowiadając sobie na to pytanie stworzysz sobie porządny harmonogram. Ale najprawdopodobniej będzie to nieoptymalny plan. Spróbuj zamiast tego spytać się “Jaki jest najlepszy sposób na zaplanowanie mojego czasu jutro”. Teraz szukasz najoptymalniejszego rozwiązania - najlepszego zamiast tylko dobrego, czy świetnego.

Czasem nie znasz od razu najlepszego rozwiązania danego problemu. W takiej sytuacji możesz zapytać się “Jak by najlepsze rozwiązanie mogło wyglądać?” i zacząć wymieniać właściwości i ograniczenia, które twoje optymalne rozwiązania będzie musiało spełniać. To pomaga zawięzić listę alternatywnych możliwości. Jeśli znasz jakąś szczególną właściwość najlepszego rozwiązania, to możesz wyeliminować wszystkie, którym go brakuje.

Wracając do przykładu najlepsze możliwego harmonogramu dnia, możesz wymienić np. takie jego atrybuty: wczesnie wstać, ćwiczyć, pracować przynajmniej 8 konkretnych godzin, zjeść zdrowe posiłki, spędzić czas z rodziną, zrobić coś przyjemnego i nagradzającego wieczorem, rozciągnąć się, wyczyścić listę przychodzących elementów, poczytać godzinę, itp. Na podstawie tych pod-celów możesz pracując od końca do początku ułożyć swój optymalny plan dnia.

Pamiętaj jednak, że najlepsze rozwiązanie zawsze bierze pod uwagę zasoby jakimi dysponujesz. Jeśli możliwe rozwiązanie jest niepraktyczne wtedy z pewnością nie jest optymalne. Zatem jeśli najlepszy sposób by zaplanować twój dzień wymagałby superkomputera i 6 godzin planowania, to to rozwiązanie jest dalekie od bycia najlepszym. Możesz chceć uwzględnić ograniczenia w swoim oryginalnym pytaniu np: “Jaki jest najlepszy sposób na zaplanowanie mojego jutrzejszego czasu w ciągu maksymalnie 20 minut?”. Wg. mojego doświadczenia najbardziej dobroczynny aspekt optymalnego myślenia to fakt, że pomaga Ci ono podnieść własne standardy. Zamiast zgadzać się na nieoptymalne rozwiązania i średniawe rezultaty, zobowiązujesz się do zrobienia najlepiej jak potrafisz, a mimo to w sposób praktyczny i uwzględniający twoją realną sytuację. Czestę kiedy pytasz się siebie “Jaki najlepiej…”, zobaczysz, że twój umysł skupia się ku zupełnie innym rodzajom rozwiązań niż gdybyś zadał(a) nieoptymalne pytanie.

Oto kilka przykładowych optymalnych pytań by twój umysł zaczął pracować w tym kierunku:

  • Jaki jest najlepszy sposób na spędzenie mojego czasu teraz?
  • Jaki jest najlepszy sposób dla mnie by codziennie ćwiczyć (gdzie, jak, kiedy) ?
  • Jaki najlepiej wydostać się z zadłużenia?
  • Jaki najlepiej dla mnie zarobić dodatkowe 10,000$ tak szybko jak to możliwe?
  • Która szkoła byłaby najlepsza dla moich dzieci?
  • Gdzie najlepiej byłoby dla mnie mieszkać?
  • Jaki najlepiej odpowiedzieć na ten email? (używaj tego pytania często by wyczyścić zaśmieconą skrzynkę pocztową)
  • Jaki jest najlepszy sposób dla mnie poprawić moje życie społeczne?
  • Jaka książkę byłoby najlepiej teraz przeczytać?
  • Jaka klasą postaci najlepiej bym zagrał w City of Heroes?
  • Jaki nowy najlepszy nowy blog powinienem często czytać i powiedzieć wszystkim o nim?

Proś, a będzi Ci dane. Proś o najlepsze.

Oryginalny artykuł: Optimal Thinking. Tłumaczenie na podstawie licencji: Public Domain.

Timeboxing

Timeboxing jest prostą techniką zarządzania, której często używam. Po raz pierwszy usłyszałem o niej w kontekście rozwoju oprogramowania. Załóżmy, że masz sztywny deadline dla nowego produktu, który musisz wydać np. roczne uaktualnienie programu do obliczania podatku dochodowego. Musisz mieć nową wersję do określonego dnia. Najprodawdopodobniej użyjesz timeboxingu w cyklu rozwojowym, co oznacza że zrobisz wszystko co w twojej mocy w dostępnym czasie. Nowe funkcjonalności jakie zaimplementujesz są kompletnie zdeterminowane przez dostępne ramy czasowe. Po prostu nie ma opcji przekroczenia terminu, więc jeśli masz zaległości to musisz ciąć funkcjonalność.

W kwestii zarządzania własnymi zadania timeboxing także może być przydatną techniką. Głównie używam jej na dwa różne sposoby.

Po pierwsze, załóżmy, że chcesz coś zrobić, ale istnieje ryzyko, że mogłoby to zabrać dużo więcej czasu, niż jest to warte, gdyż jest to tego rodzaju zadanie, w którym mogą ujawnić się skłonności perfekcjonistyczne. Tak więce dajesz sobie konkretną ilość czasu, której nie przekroczysz i po prostu starasz się najlepiej jak możesz, w ciągu tego czasu.

Używam w ten sposób timeboxingu np. kiedy robie świąteczne zakupy każdego roku. Zwykle alokuje sobie 2 godziny czasu na to zadanie, które w moim przypadku oznacza kupienie przezentów dla 8 osób (moja żona zajmuje się resztą). Zawczasu decyduję jaki prezent powinna otrzymać każda osoba z mojej listy, zamiawiam ile się da online a następnie udaje do centrum handlowego, gdzie przeszukuję sklep za sklepem wybierając resztę prezentów. Zwykle korzystam z tego, że mój harmonogram jest elastyczny, robiąc zakupy o poranku dnia powszedniego, kiedy to sklepy nie są pełne oraz nie muszę czekać w kolejce. Tak oto zamykam się z wszystkimi prezentami w mniej niż dwie godziny.

(Wiem, że niektórzy uwielbiają zakupy świąteczne i uważam, że kilkukrotne wojaże są w porządku, jeśli jest to coś co sprawia Ci przyjemność. Gdy jednak zakupy stanowią dla Ciebie wyzwanie, tak jak dla mnie, i nie wydaje się być bardziej prawdopodobnym zdobycie lepszych prezentów, nawet po zainwestowaniu dodatkowych 10 godzin czasu na to zadanie, wtedy być może najlepiej jest skłonić się do zrobienia jak najlepszych zakupów w czasie, który mamy dostępny)

Po drugie, używam timeboxingu gdy mam zadanie lub projekt, który chciałbym skonczyć, ale zupełnie nie wiem gdzie zacząć albo minie dużo czasu, zanim uda mi się skończyć jakiś znaczący kawałek. Lub gdy jest to coś naprawdę nużącego dla mnie i miałbym tendencję do wiecznego odkładania na później. Wtedy używam timeboxingu, by poświęcić się pracy nad tym zadaniem przez określony okres czasu, aby je po prostu nieco ugryźć. Zwykle jest do 30 do 120 minut. Pozbywam się jakichkolwiek trosk, jeśli chodzi o osiągnięcie konkretnego efektu w tym czasie — po prostu zobowiązuje się do poświęcenia go, niezależnie od tego jak daleko uda mi się zajść. Używam tego podejścia np. podczas pisania nowego artykułu. Skończenie arykułu zabiera zwykle 3 do 8 godzin. Czasem jestem w stanie skończyć go w jednym podejściu, ale zwykle będzie to kilka sesji. Stosuję wtedy timeboxing by popchnąć pracę dalej i po prostu zacząć zobowiązująć się do pisania przez godzinę lub dwie, bez martwienia się o efekty. Powtarzam ten proces do czasu aż skończę robotę.

Efektem ubocznym tej metody jest, że zwykle pracuję dużo dłużej niż oryginalnie zakładałem. Jeśli zmobilizuje się do pracy nad żmudnym zadaniem przez tylko 30 minut, to łatwo jest zacząć, ponieważ dałem sobie pozwolenie by po tylko 30 minutach skończyć. Ale jak już mi się uda pokonać wewnętrzny opór, bezwładność (nolensum) i jestem już skupiony na zadaniu to nawet 90 minut może minąć zanim w ogóle poczuję chęć by przestać.

Zdolność timeboxingu do przechytrzenia perfekcjonizmu i uniknięcia prokrastynacji czyni z niego bardzo użyteczną technikę zarządzania czasem. Użyłem jej nawet podczas pisania tego wpisu na blogu, a teraz kiedy moja żona wróciła do domu z obiadem i wypożyczonym filmem czas się chyba pożegnać… :-)

Oryginalny artykuł: Timeboxing. Tłumaczenie na podstawie licencji: Public Domain.

Sep 5

Modeling

Jednym z najbardziej efektywnych konceptów w rozwoju osobistym jest wzorowanie się (modeling). Wzorowanie oznacza po prostu, że znajdujesz kogoś kto już osiąga takie rezultaty jak ty chcesz w pewnej dziedzinie, uczysz się co zrobił by osiągnąć takie rezultaty a następnie w zasadzie robisz te same rzeczy. Przypomina to dosyć podążanie za przepisem kucharskim by odtworzyć posiłek.

Jako przykład, parę lat temu poznałem człowieka który przeszedł z zarabiania 40K $ rocznie do 400K $ rocznie w ciągu dwóch lat. Spytałem się go jak to zrobił a on mi powiedział. Jednym z jego głównych pomysłów było odkrycie co przynosiło mu pieniądze w przeszłości i robienie tego więcej. Następnie sprawdził co przynosiłu mu straty w przeszłości i zaczął robić tego mniej. Jakkolwiek prostacko nie brzmi ten pomysł, kiedy spróbowałem go zaaplikować, to odkryłem, że naprawdę działa i podwoiłem moje przychodzy w około sześć miesięcy. Np. odkryłem, że wydawanie produktów dostarcza pieniędzy ale rozwijanie ich nie generuje przychodu wcale. Znalazłem zatem sposób by wypuszczać nowe produkty częściej. Prosty pomysł ale bardzo efektywny.

Co jeszcze wydaje mi się pomocne to, że odwrotny koncept wydaje się także działać całkiem dobrze. Jeśli znajdziesz kogoś, kto nie osiąga takich rezultatów jak chcesz w konkretnej dziedzinie, to nie słuchaj jego rady. To oczywiście przesadna generalizacja, ale zauważyłem, że częściej niż rzadziej ta zasada działa dość dobrze.

Dlaczego ktokolwiek miałby kupić książke o dietach ze zdjęciem doktora z nadwagą na okładce ? Czy to nie tak jakby zapisać się na zajęcia ze sztuk walki prowadzone przez osobę z białym pasem? Przeczytałem, że autopsja na Dr. Atkinsa (twórcy popularnej diety) wykazała, że był on otyły a jego tętnice były zatkane. A dr. Phil, cóż, także nie wydaje się on zbyt wysportowany jak dla mnie i próbuje on dodać wiarygodności swojej diecie, poprzez pokazywanie ekstremalnie otyłych ludzi, którzy dostają mnóstwo wsparcia by stracić na wadze (praktycznie każdy może stracić na wadze ze wsparciem ogólnonarodowej telewizji stojącym za nim). Inne książki fitness jak “Body for Life” Billa Philips czy “Body Rx” dr. Scotta Connelly’ego są przynajmniej napisane przez osoby, które wydają się być w dobrej formie fizycznej. Jednym z komentarzy, który szczególnie mi się spodobał podczas czytania książki Connelly’ego, było wyzwania dla twórców pozostałych diet by wystąpili obok niego w strojach kąpielowych. Hmmm, czemu by nie?

Oczywiście, nie możesz oceniać zdrowia tylko po wyglądzie fizycznym. Brian Maxwell, założyciel “Power Bar”, swego czasu światowej klasy maratończyk, zmarł na atak serca w wieku 51 lat. Także pewnie nie chcesz pójść w jego ślady.

Pomimo, że wydaje się logicznym, iż niemal każdy może dostarczyć cennej rady na jakikolwiek temat, to problemem jest, że rady, który często brzmią dobrze, okazują się nie być efektywne w prawdziwym świecie. Dlatego “wzorowanie się” może zaoszczędzie sporo twojego czasu. Osoba, która już osiąga takie wyniki jak chcesz, najprawdpodobniej wypróbowała już i odrzuciła wiele strategii, które nie działają. No i oczywiście znalazły już przynajmniej jedno rozwiązanie, które działa, przynajmniej dla nich także ich pomysły już pomyślnie przeszły test zderzenia z rzeczywistością.

Z drugiej strony, uważaj by nie wpaść w pułapkę nieustannego poszukiwania porady ze strony ludzi, którzy nie osiągają takich wyników jak chcesz. Np. często widzę singli, którzy chcielby małżeństwa i pytają inne samotne osoby, o radę jak przyciągnąć przyszłego małżonka. Takie osoby dostają dużo rad o najlepszych intencjach, które najzwyczajniej nie działają. Jeśli jesteś singlem i chcesz wyjść za mąż (ożenić się), to najlepszymi osobami by się zapytać jak osiągnąć ten cel są szczęśliwi małżonkowie. No nie?! I najprawdopodobniej odkryjesz, że ich porady są kompletnie różne, niż te otrzymywane od nieustannych singli.

To jest naprawdę bardzo prosta koncepcja i zdumiewające jest jak mało osób poświęca czas by ją zaadooptować. Czy jest jakiś obszar w twoim zyciu, w którym chcesz teraz zacząć otrzymywać lepsze wyniki? Możesz znaleźć jedną osobę która już je ma i spędzić kilka minut na pytaniach jak to zrobiła? Albo znaleźć książke napisaną przez autora, który osiągnał to na czym Ci zależy. Wtedy poprzez wykonywanie tych samych akcji (niemal ślepo i bezmyślnie) istnieje duża szansza że Tobie także się to uda.

Modeling - nie tylko dla modeli.

Oryginalny artykuł: Modeling. Tłumaczenie na podstawie licencji: Public Domain.

Aug 3

Testowa wiadomość

Newsletter przez jakiś czas nie działał dlatego piszę tą testową wiadomość by sprawdzić czy jego funkcjonowanie wróciło już do normalności. Z góry przepraszam 3 subskrybentów za spam :-)

Jeszcze więcej o planowaniu

Dostałem nieco pytań (publicznie i prywatnie) nt. mojego poprzedniego wpisu o planowaniu więc myślę, że potrzebna jest kontyuacja by rozwiązać niektóre wątpliwości.

Planowanie jest strasznie ciężkie. Ciężko jest też aktualizować plany. Czemu więc to robić?

Najlepsza rada jakiej mogę udzielić to spróbuj obu podejść i zobacz samemu. Pomimo, że najlepiej było by to zrobić przez odpowiednio długi okres czasu jak 90 dni, to możesz przeprowadzić prosty eksperyment nawet w kilka dni. Jednego dnia nie twórz żadnego planu na ten dzień i zobacz co się stanie - żyj i pracuj tak jakbyś normalnie to czynił. Jeśli chcesz możesz nawet użyć “wczoraj” jako taki dzień. Ale w noc przed następnym dniem odłóż sobię 30 minut by ustalić jasne cele na następny dzień (trzy interesujące cele to dobra liczba), zaplanuj szczegóły tych celów tak by mieć listę zadań. Następnie napisz plan na cały dzień. Nie tylko na okres pracy, ale na cały dzień od momentu wstania do pójścia spać. Celuj w wyzywający dzień ale taki, który wciąż jesteś w stanie zrealizować. Wymagaj od siebie trochę więcej niż zwykle, ale pozostaw plan możliwym do osiągnięcia. Zastanów się co byś uznał za absolutnie najlepszy sposób spędzenia tego dnia. Przeprowadź całe planowanie samemu, w ciszy i bez rozpraszania uwagi. A później przeżyj ten dzień zgodnie z rozpisanym planem najlepiej jak potrafisz.

Po przeżyciu pierwszego i drugiego dnia zdecydujesz, który wolisz bardziej. Możesz zrobić notatki z tego jak się czułeś pod koniec każdego dnia, a możesz po prostu zdać się na swoje odczucia. Może oceń dzień na skali od 1 do 10. Pomyśl gdzie będziesz w ciągu roku, jeśli doświadczysz 365 dni takich dni jak ten pierwszy kontra 365 dni drugich. Zauważ, że nie ma tutaj jednoznacznie złych lub dobrych odpowiedzi. Wybór zależy od twoich osobistych wartości jakimi się kierujesz.

To co najprawdopodbniej doświadczysz drugiego dnia, to że rzeczy nie poszły dokładnie zgodnie z planem. To nic nadzwyczajnego. Ale nawet jeśli ten dzień najprawdopodobniej nie przebiegał perfekcyjnie wg. planu, jak dobrze się on udał w porównaniu do pierwszego dnia ? Czy rezultaty były lepsze czy gorsze ? Było warto poświęcić te 30 minut czasu by stworzyć plan?

Jeśli nie chcesz poświęcać na to całego dnia dam Ci skróconą wersję. Zarezerwuj sobie dwa dwu-godzinne bloki czasu dzisiaj. Nie ważne kiedy mają miejsce, ale dobrze by było gdyby były one w czasie, kiedy masz mniej więcej tyle samo energii i doświadczasz tyle samo przeszkadzających przerw. Jeśli nie możesz znaleźć dwóch odpowiadających sobie bloków czas tego samego dnia, to użyj dwóch okresów w dwa różne dni. W pierwszym okresie po prostu rób to co byś normalnie robił w tym czasie. To jest twoja próba. W zasadzie, jeśli chcesz to możesz nawet użyć dla porównania poprzednich 2 godzin, które właśnie doświadczyłeś, pewnie by się nadały. Ale dla drugiego 2 godzinnego bloku spędź najpierw 15 minut tworząc szczegółową listę rzeczy, które chciałbyś skończyć w tym czasie a następnie zaplanuj pozostałe 1:45 z conajmniej dokładnością do 15 minut. Postępuj zgodnie z planem i zobacz, który blok czasu podobał Ci się bardziej.

Tak, ciężko jest utrzymywać plany na bieżąco ale plan sam w sobie nie jest tak ważny jak nawyk planowania. Kluczem do planowania jest idea by użyć wizji przyszłości do wyklarowania sobie decyzji podejmowanych tu i teraz. Pożytek ze spisanego planu jest taki, że pozwala Ci natychmiastowo odświeżyć sobie tą wizję przyszłości w każdej chwili poprzez przeczytanie go.

Co łączy planowanie i wizualizację?

Rozumiem planowanie jako narzędzie do wizualizacji a nie odwrotnie. Planowanie pozwala Ci mentalnie stworzyć model twojej przyszłości. A spisany plan pozwala Ci utrzymać ten model zwięzłym. Każdy plan jest do pewnego stopnia niedokładny ponieważ nie wiemy co się wydarzy w przyszłości. A przyszłośc jest tylko czysto mentalnym tworem - iluzją - ponieważ nigdy nie istniejemy w przyszłości, a tylko w teraźniejszości. Tak więc planowanie i wizualizacja nie tworzą przyszłości. Jedyne co mogą zrobić to wpływać na twoją teraźniejszość. Ale poprzez używanie zwięzłej, logicznie spójnej wewnętrznie wizji przyszłości do podejmowania decyzji każdego dnia zaczynasz wytwarzać pęd i w końcu uda Ci się osiągnać cele.

Nie tworzę obecnie planów i nie mam problemów z osiąganiem moich celów przez większość czasu. Planowanie wygląda mi na przesadę. Czemu miałbym się nim przejmować?

Jeśli nie masz żadnych dużych celów, to nie potrzebujesz planu. Ale wtedy pewnie słabo się cenisz w swoich planach krótkoterminowych. Jeślil np. masz pracę i postawiłeś sobie za cel by zwiększyć swój przychód o 10% tego roku a właściwie to oczekujesz, że tak się stanie, jeśli będzie po prostu dalej pracować tak jak do tej pory, to po co miałbyś potrzebować zapisywać plan? Ale to nie jest raczej zbyt gruby cel, no nie?

Co jednak kiedy postawiłeś sobie ambitny cel, by twój przychód wzrósł o 100% tego roku? Dostrzegasz też, że jest niemal niemożliwe by się biernie zrealizował w twojej aktualnej pracy. Wtedy musisz oczyścić swój stary umysł i naprawdę pomyśleć. To jest sytuacja, w której musisz zrozumieć, gdzie chcesz być za rok, by wiedzieć co musisz zrobić w przeciągu najbliższych 30 lub 90 dni. Pewnie w ogóle nie jest dla Ciebie jasne, jaki powinien być pierwszy krok. Są szanse, że jest sposób by osiągnać ten cel, ale ścieżka do niego wiodąca nie jest oczywista. Ten cel będzie wymagał od ciebie aktywności i konsekwencji w działaniu; nie możesz po prostu biernie nawigować do tak amibtnego celu jak ten.

Wyobraź sobie teraz taki scenariusz… co jeśli w 15 godzin pracy, mógłbyś stworzyć pisemny plan pokazujący Ci krok po kroku, co musisz zrobić by zwiększyć swój przychód o 100% przez następny rok? Mówi Ci on jasno, co musisz zacząć robić w tym tygodniu by ruszyć z kopyta. I ten plan ma dla Ciebie sens - nie będzie łatwo, ale jasnym jest, że jeśli będziesz za nim podążał to najprawdopodobniej uda Ci się osiągnąć Twój cel. Czy te 15 godzin byłoby wartościową inwestycją?

Z drugiej strony, co się najprawdopodobniej stanie, jeśli spróbujesz zwiększyć swój dochód tak znacząco i nie masz żadnego planu, ale wciąż starasz się podejmować najlepsze decyzje jakie potrafisz. Najpewniej będziesz się sporo wachać i dużo będzie niepewności podczas podejmowania deyczji, a to zwykle prowadzi do prokrastynacji. Powinieneś pracować na rzecz wielkiej promocji w twojej firmy? Szukać nowej pracy? Odejść i poświęcić się całkowicie własnej firmie? Budować swój biznes po godzinach zachowując dotychczasową pracę? Spróbować konsultingu na boku? Nigdy nie będziesz się czuł zbyt pewnych odnośnie jakikolwiek wyborów, jeśli nie możesz stworzyć sobie jasnego obrazu w głowie dokąd zaprowadzi Cię każda z tych ścieżek.

Niejasne myśli prowadzą do wątpliwości w działaniu. Jasne sprawiają, że łatwiej działać odważnie i konsekwentnie. A naprawdę ambitne cele zazwyczaj wymagają odważnego i konkewentnego zachowania.

Więc jeśli czujesz, że nie potrzebujesz planu to istnieje szansa, że nie stawiasz sobie na początek wyzywjących celów i najprawdobpodniej nie wysilasz się za bardzo. I jeśli chcesz tak żyć, to w porządku, ale po co w takim razie czytasz tego bloga? Dlaczego nie podjąć się czegoś bardziej ambitnego ? Niech twoim celem będzie podwojenie przychodu w ciągu roku… albo napisanie i wydanie książki… albo spędzienie miesiąca w kraju, w którym nigdy nie byłeś… rzucenie palenia i schudnięcie… cokolwiek co naprawdę Cię inspiruje!

Naprawdę fajne jest to, że dla wielu takich celów są już gotowe plany jak je osiągnąć. Jeśli np chcesz przebiec maraton są już gotowe sześciomiesięczne plany treningowe, które możesz zrealizować. Jeśli będziesz po prostu ślepo nimi podążał codziennie to w końcu stopniowo zbudujesz wymagany stopień wytrzymałości i przynajmniej będziesz w stanie skończyć bieg. Nie znaczy to, że gotowe plany są łatwiejsze do wykonania niż stworzone samemu od zera, ale użycie planów innych osób z pewnością może zaoszczędzić nieco czasu.

Kiedyś próbowałem stworzyć plan, ale moje plany nigdy nie wypalały. W końcu zrezygnowałem z tego całego pomysłu. Czy coś ze mną nie tak?

Nic nie jest nie tak. Planowanie jest bardzo, bardzo trudno zrobić dobrze. Jest to umiejętność jak każda inna, która wymaga ogromnej cierpliwości i praktyki by się jej nauczyć. Jeśli usiądziesz i stworzysz plan, a on nie działa, to nie używaj tego jako argumentu by winić planowanie. Raczej załóż, że musisz dalej budować swoje umiejętności w planowaniu i wykonywaniu. Umiejętność obierania ambitnych celów, tworzenia dla nich planów a następnie ich wykonywania, aż do osiągniecia sukcesu jest czymś co można dokonalić całe życie.

Jak dokładnie tworzysz plan? Jakich narzędzi używasz?

Spróbowałem już wielu różnych narzędzi do planowania i “zarządzania życiem” przez lata i mam dość jednoznaczne opinie na temat niektórych z nich. Jestem pewny, że wiele osób się ze mną nie zgodzi ale ok. To jest absolutnie moje osobista opinia bazująca na własnych doświadczeniach.

MS Outlook - kupa gówna. Ich slogan powienien brzmieć: “Od Golgafrinchan dla Golgafrinchan”. Wiem, że niekótrzy ludzie uwielbiają ten program. Ja nie jestem jednym z nich. Największym problemem Outlooka jest jego brak elastyczności. Utyka się w jednym, konkretnym paradygmacie planowania i zarządzania. Za duży ze mnie mańkut bym mógł strawić ten program dłużej niż jeden tydzień. A jeśli nie wiesz czym jest Golgofrinchan to obawiam się, że prawdopodobnie jesteś jednym z nich.

Franklin Planner - beznadzieja, zarówno w wersji papierowej jak i elektronicznej. Znów problemem jest brak elastyczności. Musisz wsiąknąć we Franklinowy model rzeczywistości. To świetny model dla niektórych projektów, ale parszywy dla innych.

OPA Life Planner - padaka. To narzędzie bazuje na modelu planowania Outcome Purpose-Action Tony Robbins’ona i ma więcej dziur niż Marsjański łazik. Później zamieniono to na nowy akronim RPM (Rapid Planning Method). Dodatkowo do programu jest jeszcze wersja papierow jak Franklin Planner. Wciąż największym problemem jest nielastyczność i wepchnięcie w szczególny paradygmat.

Palm albo inne urządzenia PDA - nieobo dla Golgafrinchan. Nawet jeśli technologia znacząco się poprawiła odkąd kupiłem pierwszego Palm IIIxe kilka lat temu (teraz leży w szafie), większość tego typu oprogramowania jest ledwo warta wzmianki. Drobne ekraniki, nieelastyczne i nużące interfejsy (długopis i papier są zwykle szybsze) sprawiają, że ogólnie jest to słaby wybór. Preferuje myśleć nieschematycznie a to jest bardzo mały schemat.

Długopis i papier - jedne z moich stałych faworytów. Tani, dość szybski, gotowy do akcji i niesłychanie elastyczny zestaw. Spróbuj narysować mind-mapę na urządzeniu PDA albo patrzeć na swój harmonogram, listę rzeczy do zrobienia i plan kwartalny jednocześnie na jego małym ekraniku. Możesz rozłożyć się na wielu kartkach i szybko przechodzić od jednej do drugiej co daje ogromną powierzchnię. Oprogramowanie bardzo się stara powielać zalety papieru, lecz papier wciąż jest lepszy i szybszy dla niektórych aktywności. Oczywiście główną wadą papieru jest to, że ciężko go edytować i wprowadzać poprawki, poza tym jestem pewny, że sam potrafisz wymienić inne problemy z papierem.

Prawdziwy edytor tekstu - Nie jest zły. Nie jest tak elastyczny jak papier, ale dużo bardziej niż dedykowane narzędzia do planowania. Możesz korzystać z jakiego chcesz paradygmatu i przełączać się między nimi bez potrzeby zmieniania programu. Możesz używać różnych paradygmatów dla różnych części swojego planu. Od góry do dołu, od dołu do góry - twój wybór.

Action Outline - To jest mój faworyt jeśli chodzi o oprogramowanie, którego używam do wysokopoziomowego planowania. Używam go każdego dnia. Z pozoru nie wygląda jak narzędzie do planowania. Program działa jak połączenie Windows Explorera i MS Word’a. Po lewej stronie ekranu jest rozwijalna struktura przypominająca katalogi. Po prawej stronie ekranu jest okno z pełnowartościowym edytorem tekstu. Program pozwala Ci stworzyć kawałek tekstu i zorganzować go w hierarchiczną strukturę. Możesz rozwijać lub zwijać części tej struktuy jak tylko chcesz, by patrzeć na plan z ogólnego punktu widzenia albo zagłębiać się w dół w szczegóły jakiejś konkretnej części, ale nie zmusza cię on do używania żadnego konkretnego paradygmatu. Mógłbyś go używać jako niby edytor i wpisać cały swój plan w jednym pliku. Albo mógłbyś cały swój plan zapisać w rozwijalnym drzewie i w ogóle nie skorzystać z edytora tekstu w programie. Albo możesz użyć obu części. 

Jakie dokumenty tworzysz by zarządzać swoim czasem i jak ich używasz ?

Kalendarz - Mam roczny papierowy kalendarz, jedna strona na miesiąc. Kupuje jeden co roku w Office Depot za 5 - 10 dolarów. Papierowy kalendarz spełnia swoje zadanie dobrze w moim przypadku, gdyż mój harmonogram nie jest zapełniony umówionymi wcześniej wizytami, tak więcj niewielka część mojej pracy musi zostać wykonana jakiegoś konkretniego dnia lub o danej godzinie. Gdybym miał dużo spotkań powiązanych z czasem, prawdopodobnie bym użył czegoś bardziej wyrafinowanego. Nie używam tego kalendarza dla harmonogramowania dnia. Jedynie by zapisać rzeczy, które muszą się wydarzyć konkretnego dnia. Np. w nadchodzącym tygodniu mam spotkanie Toastmasters w środę, spotkanie z doradzcą finansowym w czwartek i zawody w przemawianiu w sobotę. Tyle jeśli chodzi o moje umówione spotkania na ten tydzień.

Lista wartości i Misja - trzymam listę moich wartości (zobacz na dole strony “O mnie”) razem ze zdaniem określającym moją życiową misję. Ilekroć muszę dokonać naprawdę długoterminowych decyzji konsultuję się z nimi przed podjęciem. Utrzymuję je obie w Action Outline tak bym mógł je wyświetlić w każdej chwili korzystając z klawisza skrótu.

Lista celów - Lista moich długoterminowych celów (90-dni i dłużej). Osiągniecie niektórych z nich zajmie conajmniej dekadę. Wszystkie cele są pogrupowane wg. kategorii (fizyczne, społeczne, kariera, finansowe). Tą listę takżę utrzymuję w Action Outline. Spoglądam na nią przynajmniej raz w tygodniu i aktualizuję co tydzień lub dwa.

Lista projektów - Lista wszystkich projektów w jakie jestem zaangażowany, także utrzymywana w Action Outline. By ją stworzyć przerabiam moje cele w indywidualne projekty, które są mierzalne i osiągalne. Np. jeśli celem jest osiągnięcie pewnej sumy pieniędzy to projekt definiuje co muszą zrobić by ją zarobić. Projekty są posortowane wg. priorytetu i często dokładam notatki pod tytułem, by przemyśleć kilka pomysłów dla każdego z nich. Więc kiedy z nienacka dopada mnie jakiś pomysł odnośnie niekatywnego już projektu, mogę go szybko zapisać i wrócić do pracy nad aktualnym projektem.

90 dniowy plan - To jest mój plan co muszę zrobić przez najbliższe 90 dni i jak wspomniałem w poprzednim wpisie na blogu nt. planowania utrzymuje go także w Action Outline. Zaglądam do niego codziennie i poprawiam co tydzień. No i co kwartał przepisuję na nowo.

30 dniowe cele i plany - Ten dokument zawiera mooje cele krótkoterminowe i plany na to co zamierzam zrobić w ciągu następnych 30 dni, znów w Action Outline. Przeglądam i aktualizuję conajmniej raz na tydzień. Celem tego dokumentu jest wziąć 30 dni z 90 dniowego planu i rozbicie na odpowiedni poziomu dokładności. Jest dużo przesuwania w tą i z powrotem między tym dokumentem a 90dniowym planem.

30 dniowy harmonogram - biorę móją 30dniową listę celów i planów i rozbijam ją na każdy tydzień i na każdy dzień. Mimo, że trzymam 30dniowy harmonogram to planuje tylko tydzień lub dwa naprzód. Tak więc mam mój 30dniowy zbiór celi i rozbijam go na pojedyńcze akcje. Później decyduję, w które dni skończę te akcje. Nie używam do tego kalendarza. Używam liniowej listy dni w Action Outline także szybko i łatwo jest ją edytować (przeciągnij i upuść zadanie po prostu) i mogę zobacyzć co zaplanowałem na wiele dni naprzód. Przenoszę też spotkania z papierowego kalendarza i dodaję do 30dniowego harmonogramu. Jak dotąd jest to najbardziej efektywna metoda jaką znalazłem. Mogę włączyć mój harmonogram jednym przyciskiem w każdej chwili i dodać lub usunąć co tylko chce. Kalendarz papierowy jest używany przeze mnie głównie dla dalszych planów, powyżej 30 dni i nie potrzebuję go dla bliższych planów. 30dniowy harmonogram zawiera tylko przyporządkowanie zadań do dni. Nie zapisuję w nim bardziej szczegółowych terminów. Aktualizuję ten dokument codziennie.

Dzienna lista zadań i harmonogram - Pod koniec każdego dnia patrzę na poprzedni dokument by zobaczyć co muszę zrobić w nadchodzącym dniu. Tworzę w moim dzienniku pracy (papierowy notatnik) listę zadań, która zawiera wszystkie zadania zorientowane na cele, które muszę zrobić następnego dnia a także wszystkie zadania, które się spontanicznie pojawiły w ciągu ostatnich 24 godzin jak np. oddzwonienie na telefony. Lista ta zawiera zarówno osobiste jak i biznesowe zadania a także umówione spotkania. Po stworzeniu takiej listy zabieram się za godzinowy harmonogram na ten dzień. Lubię pracować w 2-godzinnych porcjach więc zwykle dzielę mój dzień na kilka takich kawałków z przerwami na posiłki między nimi i rozdzielam między nie zadania z listy zadań. Teraz mogę już zobaczyć jak będzie wyglądać mój następny dzień i co z niego wyniknie. Zwykle zabiera 10-15 minut by stworzyć listę i plan na następny dzień. W tym samym czasie często też edytuję 30dniowy harmonogram. Rzadko jest tak, że poszczególny dzień poszedł dokładnie zgodnie z planem - to się zdarza tylko w około 20% przypadków. Zwykle zrobię mniej lub więcej niż planowałem. Ale to jest OK; I tak robię więcej z planem niż bez planu. 

Inbox - Plastikowy zasobnik na górze mojego biurka. Każdy papier przychodzący do mojego biura musi najpierw tam trafić włączając w to pocztę, wizytówki, notatki z konferencji itp. Raz na kilka dni przetwarzam mój inbox do mojego systemu tworząc cele, projekty, akcje albo zachowując na przszłość. Teraz kiedy piszę mój inbox zawiera listę zadań z ostatniego spotkania Toastmasters, notatki z czwartkowego 3-godzinnego wykładu o mikrobilogii i zdrowiu oraz artykuł biznesowy, w którym chcę znaleźć nowe idee.

Outbox - Plastikowy zasobnik poniżej zasobnika inbox. Na wszystko co musi opuścić moje biuro jak np. poczta. Zwykle jest pusty.

Szafka na dokumenty - składająca się z czterech szuflad i będąca w zasięgu ręki. Używam by zachować wszystko co chcę trzymac na przyszłość by móc się odwołać. Rzeczy, które przychodzą do mojego biura przez inbox skończą albo tutaj albo w śmietniu albo w outbox.

Mam nadzieję, że ten artykuł dał Ci dobry obraz tego jak zarządzam czasem. Lubię ten system i uważam, że działa bardzo płynnie dla mnie i cały czas staram się go udoskonalić. Ponieważ większość informacji trzymam Action Outline zawsze mogę te dokumenty klawiszem skrótu przywołać i nie tracę czasu na uruchomienie się programu, gdyż jest on cały czas uruchominy w tle z całym zapisanym tekstem gotowy cały czas by przeglądać, dużo szybsze niż procesor tekstu. I mogę się przełączać między tymi różnymi dokumentami jednym kliknięciem myszki. Pewnie używam Action Outline średnio kilkanaście rzy dziennie.

Oryginalny artykuł: More on planning
Tłumaczenie na podstawie licencji: Public Domain

Newsletter

Od teraz istnieje możliwość zapisania się do newslettera by otrzymywać powiadomienia o nowych wiadomościach na blogu. Zapisz się!

Jul 4

Kwartalne planowanie czasu

Dzisiaj skonczyłem pisac mój szczegółowy plan na ten kwartał, który ma około 10 stron długości. Przeglądam moje cele i plany co około 90 dni i odkryłem, że pomimo iż jest to nużące zajęcie (zwykle około 10-15 godzin męczącej pracy) to jest to niezbędne narzędzie dla mnie. Nie tylko dla mojej firmy ale też jeśli chodzi o zarządzanie całym życiem. Życie czasem staje się bardzo skomplikowanie i łato jest dać się zepchnąć z obranej ścieżki po wpływem presji jeśli nie wie się dokładnie dokąd się zmierza. Jeśli pracujesz przez kilka dni na jakimś konkretnym zdaniem i pojawiają się nowe możliwości w zupełnie innym obszarze, może być ciężko podjąć klarowną decyzję, jeśli nie jesteś w stanie oderwać umysłu od tego projektu, by zobaczyć las zamaist drzew. Posiadanie spisanego planu, który można w każdej chwili przeanalizować sprawia, że łatwe jest ocenienie swojej aktualnej sytuacji z szerszej perspektywy tak by podejmować bardziej spójne decyzje. 

W 2001 roku napisałem artykuł o wyznaczaniu celów i planowaniu (Brak tłumaczenia) i poza drobnymi ulepszaniami wciąż stosuję to samo podejście. Dodatkowo jednak w dokumencie zawieram teraz także listę założeń jakie poczyniłem podczas tworzenia palnu. Zwykle są to założenia odnośnie tego co oczekuję, że się wydarzy np. jak długo wydaje mi się, że zajmie ukończenie poszczególnych projektów. Z pewnością po kilku tygodniach trafię na jakiś szkopuł. Wtedy wracam do listy moich założeń i sprawdzam, które z nich mogło okazać się nieprawidłowe. Mogę wtedy dostosować te założenia i uaktualnić stosownie mój plan. Jeśli okaże się, że wszystkie założenia wciąż wydają się być poprawne wtedy mam poczucie bezpieczeństwa, że istota planu wciąż jest ok i jedynie być może musze jedynie zmienić sposób w jaki wykonuję plan w tej chwili. Nawet dzisiaj musiałem odrzucić dwie możliwe oferty. Powierzchownie wydawały sie one potencjalnie dość intratne, ale w świetle moich wszystkich celów długoterminowych stało się jasne, że to nie jest właściwy kierunek na mojej ścieżce.

Kiedy tworzysz 90 dniowy plan tak naprawdę spoglądasz w przyszłość dużo dalej niż te 90 dni. Zwyklę myślę conajmniej 2 lata wprzód by dojść do tego co powinienem robić prez następne 90 dni. Jest wiele decyzji, które wydają się dobre jeśli rozważysz je w perspektywie 3 do 6 miesięcy ale jeśli spojrzysz na 2 lata do przodu to już wydają się bardziej problematyczne. To w dużej mierze tak jak sztuczna inteligencja programów szachowych - gracz komputerowy będzie uważał jakiś ruch za optymalny jeśli oceni go pod kątem następnych 5 tur ale już rozważająć 10 tur zdecyduje się wybrać zupełnie inny ruch. Tak samo jest z planami krótkoterminowymi. Najlepsze uda Ci się stworzyć jeśli spojrzysz kilka lat naprzód i zastanowisz się dokąd Cie one doprowdza na końcu i użyjesz tej dalekiej perspektywy czasowej by podjąć deyczję czym się zająć w tej chwili. A dla pewnego rodzaju dużych decyzji np. czy chcesz mieć następne dziecko możesz chcieć spojrzeć jeszcze dalej w przyszłość. Daleka perspektywa wyostrza nam perspektywkę krótkoterminową.

Kiedy byłem singlem i mieszkałem sam oraz nie posiadałem jeszcze swojej firmy tego rodzaju szczegółowe planowanie było by zapewne przesadą. Jednak teraz moje życie jest dużo bardziej skomplikowane i pomaga mi to przedrzeć się przez bagno niepewonści i naprawdę skupić. Im bardziej skomplikowane staje się moje życie tym bardziej ważnnym wydaje mi się być czas poświęcony na na wyklarowanie i rozjaśnienie celów i planów.

Główną rzeczą jaką dostarcza mi spisany plan jest spokój kiedy wiem, że przemyślałem sobie wszystko w sposób świadomy i wszystko mam załatwione oraz pod kontrolą. Czasem ciężko jest podjąć deycyzje w stylu czy powinienem spędzić czas z żoną i dziećmi, czy ćwiczyć czy trenować następną mowę, napisać artykuł, pracować nad książką, marketingiem, a może pograć w pokera lub poczytać książkę. Jedną z rzeczy jaką się nauczyłem jest, że mam tendencję do podejmowania złych decyzji pod wpływem chwili - niezmiernie niedoceniam niektórych obszarów podczas gdy innym poświęcam za dużo czasu przez co ważne rzeczy przeciekają między palcami. Po prostu nie mam czasu by myśleć kilka lat naprzód kiedy podejmuję każdą możliwą decyzję. Tylko tworząć wysoko-poziomowy plan mogę sobie ufać, że jestem w stanie znaleźć odpowiedni balans i zrobić naprawdę ważne rzeczy jednoszcześnie świadomie decydująć, którym obszarom mogę poświęcić mniej uwagi. Mogę ufać mojemu planowi ponieważ wiem, że poświęciłem czas na rozmyślanie o tych sprwach kiedy go tworzyłem, dzięki czemu stanowi on dla mnie narzędzie uprszczające i przyspieszające podejmowanie codziennych decyzji.

Kiedy już masz solidny, spisany plan, następną umiejętnością jest nauczenie sie jak go efektywnie wykonywać. Ja zarządzam moim codziennym systemem pracy używając systemu bazującego na książce Getting Things Done Davida Allena, którą zdecydowanie polecam. Zachęcam Cię też do przeczytania darmowych artykułów na jego stronie internetowej, jednak uważam, że są one bardziej przydatne jeśli wcześniej przeczytało się książkę.

Oryginalny artykuł: Quarterly Planning Time

Tłumaczenie na podstawie licencji Public Domain

Dziennik jako narzędzie do rozwiązywania problemów

Jednym z najbardziej przydatnych narzędzi do rozwoju osobistego jest po prostu prowadzenie osobistego dziennika.

Prowadziłem swój papierowy dziennik od 1996 a dwa lata temu przeszedłem na korzystanie z oprogramowania i myślę, że jest to dużo szybsze i bardziej wygodne. Program, którego używam nazywa się The Journal. Posiada 45-dniowy okres próbny i sprzedają go za $39.95, ale szczerze powiedziawszy myślę, że to zbyt niska cena zważywszy na to jak bardzo pomocny się okazał. Myślę, że 79 do 99 dolarów byłoby bardziej sprawiedliwe. Właśnie kupiłem drugi egzemplarz dla mojej żony, gdyż także zamierza zacząć prowadzić dziennik. Pomimo, że możesz prowadzić swój dziennik na komputerze korzystając po prostu z edytora tekstowego, to jednak ja lubię w dedykowanych programach możliwość łatwego przeglądania wspisów po dacie z użyciem kalendarza oraz funkcje wyszukiwania wpisów wg. konkretnych słów. 

Jak zatem korzystam z mojego dziennika ? Wprwadzie wiele osób używa dzienników czy pamiętnków by zapisywać historię ich życiowych wydarzeń, ja nie trudzę się tworzeniem takich wpisów i raczej rzadko wracam by czytać poprzednie wpisy. Dla mnie stanowi on głównie narzędzie do rozwiązywania problemów, przemyślenia trudnych decyzji aż nie uda mi się osiągnąć jasności. Średnio tworzę jakieś 5 do 10 wpisów w miesiącu i zwykle zaczynam nowy wpis od zapisania pytania lub problemu, który chcę rozwiązać. Później przechodzę do poszukiwania możliwych rozwiązań. Czasem są to proste problem jak np.: “O czym napisać następny artykuł?”. Innym razem rozważam dużo szersze tematy jak “Gdzie bym chciał być w roku 2010 i co muszą rozpocząć/skończyć robić w tej chwili by się tam znaleźć?”. Czasem robię sobie po prostu burzę mózgów a czasem próbuję opisać problem patrząc z różnych perspektyw by lepiej go zrozumieć. Na przykład pytając siebie: “Jak by Albert Einstein rozwiązał ten problem? Leonardo da Vinci? Jim Carey? Kapitan Picard?” albo rozmyśląjąc “co dobrego jest w tym problemie? Jak mogę w ogóle uniknąć konieczności jego rozwiązywania? Jaki mogłoby wyglądać optymalne jego rozwiązanie?”.

Uważam tego rodzaju ćwiczenia za bardzo wartościowe. Kiedy próbuję rozwiązać problem wyłącznie w mojej głowie często udaje mi się odnieść sukces tylko z prostymi przypadkami ale takie zwykłe przemyślenie rzadko daje radę dla bardziej skomplikowanych problemów. Albo wcale nie znajduję wystarczająco dobrego rozwiązania albo nie rozumiem go na tyle by dobrze się z nim czuć. Czasami znajdę rozwiązanie które mi się podoba ale po przespaniu się i spojrzeniu na nie świeżym okiem następnego dnia, już nie wydaje się ono takie inteligentne. Więc zamiast rozmyślać o rzeczach w mojej głowię podchodzę do wielkich, kosmatych problemów poprzez ich opisywanie. Myślenie często prowadzi do błądzenia w kółko a nasze umysły mają tendencję do przesadnej generalizacji. Zawsze staramy się uprościć rzeczy poprzez przypisanie ich do jakiegoś znanego nam wzorca. Jednakże czasami warto jest rozważyć czyste fakty bez próbowania zbyt wczesnego ich przypisywania do problemów, które już wcześniej rozwiązaliśmy. Przykładowo jeśli prowadzisz własną firmę i doświadcześ tymczasowego spadku sprzedaży, co zdarzyło sie już wcześniej i udało Ci się pokonać, wciaż musisz rozważyć możliwość że ten spadek ma swoje inne, unikalne przyczyny i nie można mu zarzadzić wykorzystująć poprzednie użyte rozwiązanie.

Poprzez rozpoznanie problemu na papierze unikam myślenia w kółko o tym samym a także łatwiej jest wtedy zidentyfikować w możliwych rozwiązanaich rzeczy, które trzeba jeszcze dopracować. Kiedy już opiszę problem z danego punktu widzenia mogę go zostawić w spokoju i przejść do następnej części. Zapisane notatki pozwalają rozważyć problem z wystarczająco dużej liczby perspektyw bym mógł sie czuć pewnye, że rozumiem go wystarczająco dobrze by podjąć inteligentną decyzję. Zasadniczo pisanie dziennika pozwala mi pokonać ograniczenia mojego mózgu rozszerzając dostępna pamięć umysłu na poszukiwanie rozwiązań.

Niektóre problemy są po prostu ze swojej natury zbyt duże by zrozumieć je całkowicie w głowie. Świadomie możemy skupić nasze myśli jedynie na małej części informacji. Nasze mózgi są całkiem potężne jednak nasza świadomość jest wciąż ekstremalnie ograniczona jeśli chodzi o możliwość jednoczesnego przetwarzania wielu wątków. Na przykład możesz zamknąć swoje oczy i wyobrazić sobie jabłoń, ale czy możesz zwizualizować ją sobie jednocześnie ze stu różnych kierunków i wybrać ten, z którego wygląda najładniej? Nawet tak proste pytanie jak “Co powinienem zjeść na obiad?” jest wystarczające by wyczerpać nasze zasoby umysłowe. By istotnie dokonać najlepszego wyboru musielibyśmy rozważyć wszystkie możliwe posiłki jakie moglibyśmy zjeść szeregując je wg smaku, tekstury, wartości odżywczych, ceny, wygody itp. Dla tak prostego zadania możemy rozważyć ledwie trzy czy cztery opcje i wybrać tą która wydaje się najlepsza w tej chwili. Ale co gdy jesteśmy postawieni przed dużo ważniejszą decyzją z daleko sięgającymi konsekwencjami, gdzie dużo ważniejsze jest poczucie pewności, że nasz wybór jest przynajmniej zbliżony do optymalnego?

Życie jest pełne tego rodzaju wyborów. Jaką ścieżkę kariery wybrać? Gdzie powinienem mieszkać? Powinienem się rozwieść czy pozostać w nieszczęśliwym małżeństwie? To wszystko są poważne decyzje zmieniające bieg życia. Pewnie, że możesz wybrać przypadkowo i bez szczególnego zastanowienia ale to Ty będziesz musiał żyć z konsekwencjami. Jeśli nie uda ci się w pełni wytężyć swojego intelektu by podjąć najlepszy z możliwych wyborów kiedy stawka jest naprawda wysoka to jak to świadczy o cenieniu przez Ciebie swojego życia?

I pomimo, że prowadzenie dziennika nie jest w stanie pokonać głównych ograniczeń naszej świadomości w systematycznym ocenianiu milionów możliwości to jednak spisanie rzeczy na papierze jest przynajmniej krokiem we właściwym kierunku. Wciąż musimy delegować większą część procesu podejmowania decyzji do poświadomości, intuicji i emocji. Lecz im więcej z tego procesu będziemy w stanie przeciągnać na stronę świadomości (poprzez użycie papiero albo ekranu komputera) tym więcej jasności, klarowności i skupienia zyskujemy widząć, że nasze decyzje są tymi właściwymi. A w dłuższym czasie po latach ćwiczeń w podejmowaniu świadomych wyborów możemy zbierać owoce w postaci dużo lepszych rezultatów.

Oryginalny artykuł: Journaling as a Problem-Solving Tool

Tłumaczenie na podstawie licencji Public Domain

Najdziwniejszy sekret

Od conajmniej dziesięciu lat jestem zapalonym pochłaniaczem wszystkiego co związane z rozwojem osobistym. Można by rzec, że dosłownie pożeram rozwój na śniadanie gdyż często słucham programów audio podczas jedzenia. Jedną z audycji jaką ostatnio wypożyczyłem z biblioteki było Earl Nightingale’s “Najdziwniejszy sekret” (“The Strangest Secret”). Mam własną kolekcję programów Earl (Lead the Field jest moją ulubioną), nic zatem dziwnego, że i ta mi się podobała. Wymaga chwili by przyzwyczaić się do jego niezwykle głębokiego głosu, ale lubie jego styl: bez żadnego mambo-dżambo tylko prosto z mostu. “Najdziwniejszy sekret” jest z roku 1988 jednak moim zdaniem zawarte tam idee są ponadczasowe i wciąż znajdują zastosowanie. Cały “sekret” to te kilka słów: Stajemy się tym o czym myślimy.

Z pewnością nie jest to nowa idea. W rzeczy samej, Earl jasno zaznacza, że nauczył się tego z klasycznej książki Napolen Hill “Think and Grow Rich”. A i tam wcale nie jest ten koncept wyrażony po raz pierwszy. Jest wiele innych książek, które operają się na tym pomyśle takich jak “The Millionaire Course” Marca Allena oraz “As a Man Thinketh” James Allena (później zmieniła tytuł na “As You Think”).

Niemniej jednak sama idea jest zacna.

Niewiele osób będzie się sprzeczać, że nasze myśli kontrolują nasze działania, a nasze działania (w większości) przyczyniają się do osiąganych wyników. Jeśli myślisz o robieniu zakupów i zdecydujesz się pójść za głosem tej myśli to twoje ciało podąży za nią także a ty wkrótce doświadczysz rezultatów tego działania. Ale wpierw wszystko zaczyna się od myśli. Większość ludzi jednak nie zdaje sobie sprawy, że posiadamy zdolność świadomego wpływania na nasze myśli. Zamiast pozwalać naszym mózgom losowo błądzić wokół tych samych skojarzeń wciąż od nowa, możemy zdecydować się na myślenie o nowych rzeczych i temu poświęcić nasz czas. I jeśli konsekwentnie będziemy się tego trzymać to uda nam się wpłynąć na nasze działania tak by podążały w innym kierunku przybliżając nas do zupełnie nowych rezultatów.

Myśli są jak ziarno. Jeśli chcesz innych efektów w swoich życiu, musisz pojąć, które myśli są zdolne by je wykiełkować, a które nie, a następnie konsewentnie napełniać swój umysł właśnie tymi właściwymi, a wypleniać te niewłaściwe.

Jeśli np. chcesz zacząć swój własny biznes, mogę Ci powiedzieć, które myśli są właściwe a które nie. Przykładowo, te które muszisz zacząć wypleniać to:

  • Prowadzenie własnej firmy jest bardzo ryzykowne a mam rodzinę na utrzymaniu
  • Istnieje duża szansa, że splajtuję
  • Nie mam jeszcze wystarczająco dużo pieniędzy
  • Nie mam pojęcia jak wszustko zacząć
  • Mam stałą, bezpieczną pracę. Dlaczego miałbym to zrujnować?
  • Nie jestem jeszcze gotowy by otworzyć własną firmę. Może w następnym roku…

Zauważ, że nie twierdzę, że te myśli są w jakiś sposób obiektywnie nieprawidłowe. Po prostu nie stanowią dobrego zaczynku dla oczekiwanych efektów z założenia własnej firmy. Innymi słowy: trudno oczekiwać by twój biznes wzrastał na takiej bazie jaką stanowią wymienione zdania. Za to stanowią one bardzo dobry zaczynek jeśli wcale nie chcesz uruchamiać swojego biznesu. Wykiełkują one w drzewo bycia dożywotnim pracownikiem. Istnieje więc spore prawdpodobieństow, że jeśli kitrasz w sobie właśnie takie myśli jak wymienione to jestes u kogoś zatrudniony. Nie ma w tym nic złego, jeśli tego właśnie chcesz. Z drugiej jednak strony, jeśli jesteś zatrudniony a chciałbyś pracować na swoim i dominuje w tobie opisane nastawienie to pewnie masz problem. Tego typu mentalne nastawienie nie będzie sprzyjać wzrostowi twojej firmy. Jeśli zatrzymasz przy sobie te myśli, to nigdy nie uda Ci się prowadzić własnej firmy tak jak zasiewając pomidory nigdy otrzymasz arbuza.

A zatem jakie myśli stanowią właściwe ziarno dla uruchomienia swojego biznesu? Kilka z nich:

  • Z pewnością podejmuję ryzyko ale wierzę w siebie i cokolwiek stanie mi na drodze to uda mi się to pokonać
  • Prędzej spędze całe moje życie pracując ciężko by zbudować własny biznes niż budując kogoś innego. Skoro tak czy siak buduję jakiś biznes to równie dobrze może to być mój własny.
  • Wolność związana z byciem panem własnego losu wydaje mi się być bardzo atrakcyjna. Wyobraź sobie być każdego dnia w stanie decydować jak spędzić każdą jego minutę
  • Jeste pewien limit jaki mogę osiągnać jeśli chodzi o więdzę związaną z zarabianiem jako pracownik. Jeśli chcę wiedzieć więcej na ten temat to muszę sam założyć firmę

Nawet jeśli te myśli mogą stanowić dobry zaczyn dla uruchomienia własnego biznesu nie oznacza to, że zasiania ich jest już wystarczające by otrzymać owoc. Tak jak rośliny wymagają wody i słońca tak zbudowanie firmy wymaga mnóstwo ciężkiej pracy. Ale właściwe nastawienie to tylko pierwszy krok. Pamiętaj, że zakładanie firmy to jeden możliwy przykład. To samo tyczy się rzucania palenia, utraty wagi, małżeństwa itp.

Najważniejsza rzecz jaką staram Ci się przekazać, to że jeśli jesteś w sytuacji, w której chcesz w swoim życiu nowych rezultatów (np czegoś innego od tego co doświadczas aktualnie) to pierwszym krokiem jest sprawdzenie czy twoje przeważające myśli stanowią dobry zaczyn dla efektów, które byś chciał osiągnąć. Na więcej niż 95% jeśli nie osiągasz zakładanego postępu to dlatego, że “myślisz nie te myśli” i powinieneś zastąpić je nowymi. Na ten przykład nie staniesz się wolny od palenia powtarzając sobie, że “rzucenie palenia jest ciężkie”.

Kluczowe tutaj jest zrozumienie, że zmiana biegunu twoich myśli jest świadomym i celowym działaniem (procesem). Nie wystarczy powiedzieć sobie: “Dobra, zacznę myśleć o zaczęciu własnej firmy, brzmi spoko, dalej…” Musisz być dalece bardziej aktywny niż tylko to. Trzeba usiąść z boku na godzinę samemu z kartką papieru i długopisem i znaleźć właściwe myśli-ziarna, a potem w kółko świadomie wmontowywać je sobie do głowy, aż nie staną się dominujące względem poprzednich myśli. I jeśli starasz się o naprawdę dużą zmianą w swoich wynikach, to jest coś co będziesz musiał robić każdego dnia.

To ćwiczenie z początku może Ci się wydać trudne. Najczęstszą początkowo reakcję kiedy zacznesz myśleć nowymi myślami jest spora doza wątpliwości co do nich. Jeśli zaczniesz myśleć o uruchomieniu swojej firmy, twoje początkowe wyobrażenia mogą nie być zbyt atrakcyjne. Zaczyna się myśleć o odejściu z pracy i negatywnych reakcjach twoich współpracowników, polityce biura z którą masz do czynienia na na codzień i nagle orientujesz się, że znów wracasz do starych, znanych negatywnych myśli. To normalne. Użyj swojej wyobrażni by odepchnąć wątpliwości w niebyet i pracuj nad tym. Zobacz jak twoja nowa rzeczywiśtość będzie się doskonale sprawdzać nawet jeśli nie masz pojęcia jak miałoby to zadziałać w realnym świecie. Z początku całość będzie szła dość niezręcznie ale z czasem stanie się łatwiejsza. Po 2-3 tygodniach takich ćwiczeń zaczniesz naprawdę wierzyć w swoje nowe myśli. I właśnie wtedy zaczniesz czuć potrzebę by zacząć działać. Z początku będziesz zbyt pełny wątpliwości by działać. I to jest ok — ważnym jest by najpierw uwierzyć. Bądź zatem cierpliwy dla siebie i pozwól swojej wyobrażnić Cię prowadzić. Jak to powiedział Albert Einstein: “Wyobraźnia jest ważniejsza niż wiedza”.

Oryginalny artykuł : (The Strangest Secret).

Tłumaczenie na podstawie licencji Public Domain.